ANDRZEJ KORZYŃSKI

Kompozytor, aranżer, pianista i autor tekstów piosenek urodzony 2 marca 1940 roku w Warszawie, zmarł 18 kwietnia 2022 roku. Pionier polskiej muzyki elektronicznej i bigbitu, współzałożyciel Młodzieżowego Studia „Rytm”, członek grupy Arp-Life. Wybitny twórca muzyki teatralnej i filmowej, współpracował m.in. z Andrzejem Wajdą, Andrzejem Żuławskim, Sylwestrem Chęcińskim, Januszem Morgensternem, Władysławem Ślesickim, Jerzym Gruzą. „Człowiek z marmuru”, „Człowiek z żelaza”, „Akademia Pana Kleksa”, „Trzecia część nocy”, „Nie ma mocnych”, „Kochaj albo rzuć”, „Wielki Szu”, „W pustyni i w puszczy”(1973), „Na srebrnym globie”, „Opętanie”, „Tulipan”, „Janka” to tylko niektóre tytuły z długiej listy ponad 100 filmów i seriali, do których stworzył muzykę. Jest autorem wielkich przebojów Piotra Szczepanika, Czesława Niemena, Maryli Rodowicz, Ireny Jarockiej, Małgorzaty Ostrowskiej, Zdzisławy Sośnickiej, a także ponadpokoleniowych piosenek z filmów o Panu Kleksie. Twórcą postaci i piosenek Franka Kimono, w którego wcielił się Piotr Fronczewski.

W 1964 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Warszawie. Studiował kompozycję i dyrygenturę w klasie prof. Kazimierza Sikorskiego, którego uczniami byli m.in. Grażyna Bacewicz, Kazimierz Baird, Stefan Kisielewski, Andrzej Panufnik czy Kazimierz Serocki. Studia ukończył z wyróżnieniem. Jako swój dyplom napisał operę kameralną „Klucz” wykorzystującą różne modernistyczne techniki kompozytorskie, m.in. dodekafonię. Jednak jego życiową pasją stała się muzyka filmowa i rozrywkowa.

Dzieciństwo i młodość
Szkolna znajomość z Andrzejem Żuławskim
Początki kariery. Radiowe Studio Rytm.
Arp-Life. Pionierzy muzyki elektronicznej
Muzyka filmowa: od Żuławskiego i Wajdy do Pana Kleksa
Życie prywatne
Ostatnie lata. Narodziny legendy

 

Dzieciństwo i młodość

Andrzej Korzyński urodził się i wychował w Warszawie. Był synem Władysława Korzyńskiego i Zofii z domu Chmieleckiej. Nie posiadał rodzeństwa.

„Jesteśmy warszawiakami, chociaż mama przyszła na świat gdzieś na wyjeździe, w 1919 roku. Była z domu Chmielecka. Miała liczną rodzinę, cztery siostry i brata. Dziadek musiał się nieźle naharować, żeby zapewnić im wszystkim w miarę dobre warunki życia. Pracował na kolei. Babcia natomiast pochodziła z zamożnej rodziny, ale ponieważ zakochała się w niezamożnym dziadku, rodzina się jej wyrzekła. (…) Moja mama była najmłodsza z rodzeństwa i miała chyba największe aspiracje artystyczne. Była przystojną blondynką. Chciała zostać śpiewaczką operową. Miała niewątpliwie talent wokalny, piękny głos, godzinami ćwiczyła koloratury, naśladując Lily Pons. Pięknie też malowała. Niestety wojna przekreśliła wszystkie jej marzenia. Obrazy spłonęły razem z mieszkaniem w czasie powstania warszawskiego, a ze śpiewem musiała dać sobie spokój. Wszystkie swoje ambicje przelała potem na mnie. Na szczęście śpiewakiem nie zostałem, bo w wyniku intensywnych ćwiczeń zdarłem sobie głos w wieku pięciu lat.”
(„Znam wszystkie wasze numery”, rozmowa z Marią Szabłowską, Agora, 2018)

Sięgnięcie do biografii kompozytora pt. „Znam wszystkie wasze numery” daje nam odpowiedź na pytanie o „źródła Korzyńskiego”. Najwyraźniej ciągoty artystyczne były w rodzinie jego matki normą:

„Często się zastanawiałem, skąd wzięła się moja pasja do muzyki… Pewnie mam ją częściowo po mamie, (…) jedna z ciotek – Irena – została artystką variete, (…) ostatnio jednak dochodzę do wniosku, że najważniejszą rolę odegrały geny dziadka ze strony mamy. On w wolnych chwilach dla odprężenia grał na instrumentach, które sam z zapałem zbierał i restaurował. Był takim multiinstrumentalistą amatorem.”

Warto też wspomnieć o niezwykłych zamiłowaniach kilkuletniego Andrzeja, które objawiły się jeszcze podczas okupacji:

„Pchałem się do występów czasami już po godzinie policyjnej, a jak było zaciemnienie, potrafiłem wejść na balkon, Warszawa spowita w ciemnościach, słychać tylko podkute buty esesmanów, a ja śpiewam. Matka osiwiała wtedy, powiedziała, że jeżeli moje występy się nie skończą, to będę zamykany na klucz”

Andrzej Korzyński, 2021
Zofia i Władysław Korzyńscy
Zofia z synem
W czasie okupacji Korzyńscy mieszkali przy ulicy Mariańskiej, po wojnie wprowadzili się do kamienicy przy ulicy Poznańskiej 14.

Władysław pracował w Zjednoczeniu, Zofia zajmowała się domem i edukacją muzyczną Andrzeja. W dużej mierze to właśnie uporowi i determinacji matki przyszły kompozytor zawdzięcza pójście w tym kierunku. Początki nauki gry na fortepianie były nieco rozczarowujące. Zwłaszcza, że pierwsza nauczycielka starała się zdusić w chłopcu jego zamiłowanie do improwizacji. Zofia nie dawała jednak za wygraną, niestrudzenie szukała nowych kontaktów i wyzwań dla syna.

Traf chce, że stałym gościem w pobliskiej kawiarni jest wybitny pianista Władysław Kędra. Zgadza się udzielić chłopcu kilku porad. Gdy słyszy, jak ten wykonuje jeden z nauczonych wcześniej utworów, kręci nosem. Ożywia się, dopiero gdy Andrzej zaczyna grać własną kompozycję. Trudno nie zauważyć, że chłopiec dysponuje sporą wyobraźnią muzyczną i zmysłem melodycznym. Musi jednak grać „po swojemu” – pisze Mateusz Witkowski we wspominkowym artykule „Akcja i liryzm” w Dwutygodniku.

Wielkim wydarzeniem w życiu rodziny Korzyńskich był moment, kiedy w mieszkaniu przy Poznańskiej pojawił się prawdziwy fortepian. Jego fundatorem był mieszkający w Argentynie, brat ojca, Roman, uczestnik Bitwy o Anglię, członek dywizjonu bombowego 301, który po wojnie wybrał emigrację. Dolary ukryte w przesłanej z zagranicy paczce umożliwiły zakup cennego instrumentu.

Andrzej Korzyński przy różnych rodzinnych okazjach wspominał, że jego pierwszą samodzielną, zapisaną w nutach kompozycją był utwór pod tytułem „Górski strumyk”. Niestety nie zachował się w rodzinnym archiwum.

Szkolna znajomość z Andrzejem Żuławskim

W szkole podstawowej Andrzej Korzyński poznał Andrzeja Żuławskiego. Ta znajomość zaważyła na całym jego późniejszym, nie tylko artystycznym, życiu. Dzięki Żuławskiemu zaczął pisać muzykę filmową, poznał przyszłą żonę Sylwię, wyjechał do Paryża, aby pracować dla wytwórni Century Fox.

Tak Korzyński wspominał moment pierwszego spotkania z Żuławskim:
„Do piątej klasy szkoły podstawowej przyprowadziła go matka. Był mizerny. Żuławscy właśnie wrócili z Czechosłowacji, gdzie jego ojciec – pisarz Mirosław Żuławski – pracował w ambasadzie. Byłem wtedy krnąbrny, siedziałem w oślej ławce. Tylko obok mnie było wolne miejsce. Posadzono na nim Andrzeja, zaprzyjaźniliśmy się. Ja już nieźle grałem na fortepianie, chodziłem równolegle do szkoły muzycznej. Andrzejowi to trochę imponowało. Przeszliśmy razem przez podstawówkę i warszawskie Liceum Towarzystwa Przyjaciół Dzieci imienia J. Dąbrowskiego. Dostawały się tam głównie dzieci wysokich urzędników państwowych. Nie wiem, jak matka zdołała mnie wcisnąć.”

Kumple z podstawówki wspólnie stworzą aż 10 filmów, w tym słynne „Opętanie” („Possession”, 1981) z Isabelle Adjani i Samem Neal’em w rolach głównych. Andrzej Żuławski poleci także kompozytora reżyserowi Andrzejowi Wajdzie.

Początki kariery. Radiowe Studio Rytm.

 Jeszcze w trakcie studiów akompaniował kabaretowi Manekin, grupie aktorów związanych z teatrem STS. W 1963 roku wraz z Andrzejem Żuławskim, wybrał się na wycieczkę do Paryża. Poznał tam wiele trudno dostępnych w PRL nagrań, m.in. płyty Raya Charlesa, które zmieniły jego pojmowanie muzyki nie mniej niż osiągnięcia XX-wiecznej kompozycji awangardowej, z którą zapoznawał się na studiach w warszawskiej uczelni. Rok później założył swój pierwszy zespół, Ricercar 64. Jak możemy przeczytać w Cyfrowej Bibliotece Polskiej Piosenki:

Dziwny był to twór. Łączył stylistykę muzyki poważnej z synkopowanymi rytmami. Utwory brzmiały, jakby były granymi na klawesynie preludiami, ale w big beatowym stylu.

Andrzej Korzyński z polecenia Ludwika Kurkiewicza, wykładowcy PWSM, został szefem radiowego „Studenckiego Magazynu Muzycznego”, programu promującego młode gwiazdy piosenki. W ten sposób nawiązał wiele kontaktów, m.in. z Piotrem Szczepanikiem – wykonawcą pierwszego prawdziwego hitu kompozytora. Mowa o napisanych w 1964 roku, a wykonanych rok później „Żółtych kalendarzach”. Kompozytor był trzykrotnym laureatem plebiscytu na Radiową Piosenkę Roku w latach 1965 („Żółte kalendarze”), 1966 („Kochać”) i 1974 („Motylem jestem”).

Andrzej Korzyński i Mateusz Święcicki. Poniżej Roman Waschko, Czesław Niemen i Andrzej Korzyński

We wrześniu 1965 roku na antenie Polskiego Radia Andrzej Korzyński zapowiadał: Studio Młodzieżowe „Rytm” rozpoczyna swoją działalność w I Programie Polskiego Radia w godzinach 16:10 – 16:35 już od 1 października (…) Program Studia jest przeznaczony głównie dla młodzieży, będą to 25-minutowe audycje, w których wszyscy znajdą swoich ulubieńców, zespoły młodzieżowe, ulubione piosenki.
Programy Studia „Rytm” nadawano od 1965 roku do 1973 roku, od poniedziałku do piątku. Ostatnią audycję Młodzieżowego Studia „Rytm” nadano 28 lutego 1973 roku. We wtorki i czwartki prezentowano nowości nagrane w Studiu „Rytm”. W piątki wykonawcy i kompozytorzy bigbitu prezentowali swoje muzyczne fascynacje. W środy Roman Waschko, pierwszy prezes Polskiej Federacji Jazzowej, opowiadał o rythm and bluesie i tzw. jazzie łatwiejszym, pozbawionym wpływu modern jazzu i trzeciego nurtu. W audycjach „Rytmu” debiutowało wielu dziennikarzy kształtujących w kolejnych latach oblicze polskiej radiofonii, m.in. Maria Szabłowska, Piotr Kaczkowski i Andrzej Turski. Niespełna półgodzinne pasmo radiowe było niezwykle popularne nie tylko ze względu na nowości muzyczne, które można było tam usłyszeć, ale również z uwagi na swobodny styl spikerskich zapowiedzi, który różnił się od ówczesnych standardów radiowych.

Jego twórcy – Andrzej Korzyński, Mateusz Święcicki i dziennikarz Witold Pograniczny – jako pierwsi udostępnili antenę Programu Pierwszego oraz studio nagraniowe Polskiego Radia młodym muzykom wykonującym bigbit. Nagrywano tam piosenki wszystkich wschodzących gwiazd: Marka Grechuty, Czesława Niemena, Czerwonych Gitar, Breakoutu, Trubadurów, Stana Borysa, Sióstr Panas, Amazonek, Wojciecha Gąssowskiego i innych. Studio dysponowało legendarnym zespołem Tajfuny, który występował w podstawowym składzie: gitara elektryczna, organy elektryczne, chórek, orkiestra smyczkowa i towarzyszące im gwiazdy estrady. Później zespół przerodził się w Orkiestrę Studia Rytm. Podczas ośmiu lat działalności Studia nagrano ponad tysiąc trzysta piosenek.

 

Arp-Life. Pionierzy muzyki elektronicznej.

Dekadę później Korzyński działał w elektronicznym zespole studyjnym Arp-Life, ansamblu nagrywającym muzykę ilustracyjną, tzw. lounge music, który łączył w sobie muzykę disco, funk z elementami improwizacji. Zespół założony został przez klawiszowca Mateusza Święcickiego i Ryszarda Szumlicza, grającego na perkusji; bliskimi współpracownikami byli kompozytorzy Andrzej Korzyński i Maciej Śniegocki. Był to jeden z pierwszych polskich zespołów, w których używano keyboardu.
Muzycy zajmowali się przede wszystkim tworzeniem muzyki na potrzeby teatru, filmu i telewizji. Utwory Arp-Life autorstwa Andrzeja Korzyńskiego możemy odnaleźć w filmach i serialach, do których pisał muzykę. To przede wszystkim słynny „Baby Bump” w scenie otwierającej „Człowieka z marmuru”, niemal cała ścieżka „Zielonej miłości” czy pojedyncze numery w czwartej serii serialu „07 zgłoś się” (odcinki 15-18).

Muzyka filmowa: od Żuławskiego i Wajdy do pana Kleksa.

W 1967 roku zadebiutował jako kompozytor filmowy pisząc muzykę do „Pieśni triumfującej miłości” i „Pavoncello” – debiutanckich produkcji swojego przyjaciela ze szkoły podstawowej  Andrzeja Żuławskiego. Już w ich pierwszej wspólnej produkcji możemy usłyszeć brzmienia typowe dla muzyki filmowej Korzyńskiego – mocne rockowe riffy, funkowe partie basu, polirytmiczne bębny. W innych fragmentach nawiązywał do rytmów tańców, tanga i walca. Były to dźwięki zupełnie nowatorskie w polskiej muzyce filmowej, budzące zainteresowanie także wśród zagranicznej widowni. Muzyka Korzyńskiego w ciekawy sposób korespondowała z kompozycjami włoskich kompozytorów tworzących na przełomie lat 60. i 70., takich jak Ennio Morricone, Fabio Frizzi, Claudio Simonetti i inni. W „Trzeciej części nocy” Żuławski poprosił go, żeby stworzył coś, co będzie przypominało brzmienie muzyki z filmów Akiry Kurosawy, odgłosy tybetańskich trombitów. Korzyński opowiadał w wywiadzie opublikowanym w „Estradzie i Studiu”:

Przy tym filmie zależało mu, aby muzyka miała wymiar szalenie ekspresyjny, nawet religijny, a żeby osiągnąć taki efekt całość musiała być w niskich rejestrach i oparta na długich brzmieniach. Wzięliśmy więc jeszcze dwóch gości i we czterech śpiewaliśmy jeden dźwięk. Później puściliśmy to dwa razy wolniej i zabrzmiało jak pomruk tybetańskich mnichów – powstała muzyka, która bardzo mu się spodobała. Myślę, że Andrzej współpracował ze mną tak długo, bo ja mu właśnie wymyślałem takie różne patenty a on za wszelką cenę chciał zaskakiwać. Miał na tym punkcie hopla.

Kompozytor współpracował z Żuławskim także przy dziesięciu innych filmach, m.in. „Diable”, „Na srebrnym globie”, „Opętaniu”, „Szamance” i „Kosmosie”. Napisał również muzykę do „Mowy ptaków”, filmu wyreżyserowanego w 2019 roku przez Xawerego Żuławskiego na podstawie scenariusza jego zmarłego ojca.

Kolejnym twórcą, który charakter swoich filmów zawdzięcza do pewnego stopnia muzyce Andrzeja Korzyńskiego, był Andrzej Wajda – współpracowali przy sześciu filmach. W dedykacji na francuskiej płycie winylowej z muzyką do „Człowieka z żelaza” Wajda napisał: „Andrzejowi Korzyńskiemu, którego muzyka przynosi moim filmom sukces”.

Korzyński skomponował także muzykę do „Akademii Pana Kleksa”, „Podróży Pana Kleksa” i „Pana Kleksa w kosmosie” w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego. Filmy odniosły w Polsce zawrotny sukces. Na piosenkach z tego musicalowego tryptyku wychowało się już kilka pokoleń polskich dzieci.

Muzykę Korzyńskiego usłyszymy w dziełach innych wspaniałych polskich filmowców, m.in. Jana Rybkowskiego („Wniebowstąpienie”), Edwarda Żebrowskiego („Ocalenie”), Janusza Morgensterna („S.O.S.”), Jerzego Gruzy („Pierścień i róża”), Sylwestra Chęcińskiego („Nie ma mocnych”, „Wielki Szu”), Władysława Ślesickiego („W pustyni i w puszczy”), Janusza Nasfetera („Motyle”), Stanisława Jędryki („Do góry nogami”) . Należy też pamiętać o cieszących się ogromną popularnością serialach, takich jak „Tulipan”, „Akwen Eldorado”, „Dzieci z Doliny Młynów”, „Janka” czy „Zaginiona”.

Andrzej Korzyński pisał także muzykę dla teatru. Wielkim sukcesem był zwłaszcza tryptyk „Selekcja” w telewizyjnym Teatrze Sensacji w reżyserii Tadeusza Kijańskiego. W Tatrze Muzycznym w Gdyni triumfy święciły musicale „Drugie wejście smoka” i „Czarna Dziura” Jerzego Gruzy, natomiast w warszawskiej Romie wystawiono „Akademię Pana Kleksa”.

Andrzej Korzyński działał także za granicą. W 1969 roku wyjechał do Francji na kontrakt z wytwórnią 20th Century Fox, dla której pisał muzykę do obrazu „Le Grabuge”. Niestety dystrybucję filmu zablokował spór sądowy reżysera z wytwórnią. Rok później Korzyński był już we Włoszech. Pracował w Rzymie dla Warner Bros. nad oprawą muzyczną do filmu „Germania 7 donne a testa” w reżyserii Paolo Cavalliny i Stanisa Nievo. Obie ścieżki dźwiękowe ukazały się niedawno na zbiorczej płycie „In the land of golden taps”. (GAD Records, 2025)

W 1973 roku kompozytor podpisał umowę na udźwiękowienie 15 filmów z DEFA Studio, państwową wytwórnią filmową w NRD, w Poczdamie – Babelsbergu. Szybko stał się ulubionym kompozytorem Celino Bleiweissa. Muzyka filmowa Korzyńskiego z tego okresu została zabrana na płycie „Orwo years” (GAD Records). Po ucieczce reżysera z NRD na zachód, kontynuowali współpracę dla zachodnioniemieckich wytwórni, między innymi BAWARIA Studio i FILM POOL. To okres, kiedy Korzyński tworzy muzykę dla popularnych seriali telewizyjnych w SAT1 („Anna Maria”, „Bergdoktor”).

 

Życie prywatne

Żoną Andrzeja Korzyńskiego była Sylwia Sokorska-Korzyńska, córka ówczesnego prezesa Radia i Telewizji Włodzimierza Sokorskiego. Można powiedzieć, że pochodziła z tzw. wyższych sfer.

Poznali się na wakacjach:

„Było gorące lato, nad morzem, niedaleko Międzyzdrojów, gdzie spędzałyśmy wakacje, a obok, na plaży, dwóch Andrzejów (Żuławski i Korzyński) zabawiało się polowaniem na ryby przy pomocy przywiezionej z Francji kuszy wodnej, wzbudzając tym niemałą sensację. Sylwia chodziła uczesana w dwa kucyki nad uszami i nosiła czerwone bluzki. Któregoś dnia podeszło dwóch 18-latków i zaprosiło Sylwię na pieczenie ryby nad ogniskiem. Nie speszona odpowiedziała: przyjdę z siostrą. Już pierwszego wieczoru dwóch Andrzejów zaczęło ją nazywać Wisienką. I tak zaczęła się znajomość Sylwii z jej przyszłym partnerem, mężem i przyjacielem, Andrzejem Korzyńskim, która trwała 64 lata”.
(ze wspomnień Ewy Kamińskiej, siostry Sylwii)

Relację z tego spotkania zdaje również Andrzej Korzyński w autobiografii:
„Następny przystanek zrobiliśmy w Grodnie koło Międzyzdrojów, gdzie spędzali wakacje rodzice Andrzeja (Żuławskiego – dopisek). Przespaliśmy się u nich, wstałem rano, wyszedłem przed namiot, patrzę, a naprzeciwko na huśtawce buja się jakaś piękna dziewczyna. Szczupła, wysoka, długie piękne włosy. Sparaliżowało mnie. Tak bardzo, że z tą dziewczyną jestem do dzisiaj”.

Ewa: „Przez parę pierwszych lat Andrzej wpadał do Sylwii i siadał przy fortepianie. Grał, a ona siedząc, na wyleniałym tapczanie obok, z podkulonymi nogami odrabiała pilnie lekcje, a przy stole siedziała starsza siostra, która trzymając nos w książce, słuchała grania przyszłego kompozytora. Za to Andrzej brał starszą siostrę do kina, bo Sylwia była jeszcze zbyt młoda”.
Andrzej Korzyński: „Zaczęliśmy się spotykać kilka lat później. Przez dwa, trzy lata, chodziliśmy do kina, do opery. Gdy dostałem stypendium w Paryżu, zaproponowałem, żeby pojechała ze mną. Miała wielu adoratorów. Może ująłem ją tym, że na imprezach grałem na fortepianie ragtime’y, nawet kolędy na nie przerabiałem”.

Andrzej Korzyński i Sylwia Sokorska-Korzyńska wzięli ślub w 1965 roku.

W 1973 roku przyszedł na świat ich jedyny syn Mikołaj. W 2002 zostali dziadkami Leona, a w 2007 urodził się kolejny wnuk Gustaw.

Poza muzyką Andrzej Korzyński kochał podróże, kino, dobre wino i niespodziewane kolacyjki w gronie przyjaciół. Przez pewien okres namiętnie palił cygara. Dużo się śmiał. Uwielbiał magiczne sztuczki, którymi zabawiał dzieci i dorosłych. Miał też słabość do przeróżnych gadżetów, które przywoził z licznych zagranicznych podróży.

Ostatnie lata. Narodziny legendy

Przez wiele lat twórczość Andrzeja Korzyńskiego znana była głównie melomanom pasjonującym się muzyką filmową i znawcom filmu. Z kolei zawrotna popularność piosenek z Akademii Pana Kleksa czy przebojów Franka Kimono nie szła w parze ze świadomością odbiorców, kto jest ojcem tych spektakularnych sukcesów.

Zmieniło się to w 2012 roku, kiedy jego kompozycje zostały przypomniane przez cenioną brytyjską wytwórnię płytową Finders Keepers Records, która poświęciła jego twórczość cztery płyty winylowe. Andy Votel, właściciel wytwórni, kurator sztuki i DJ, mający na swoim koncie współpracę z Mos Def, Erykah Badu i Timbalandem, poszedł krok dalej w swojej fascynacji muzyką Korzyńskiego, tworząc we współpracy z Barbican i Instytutem Kultury Polskiej w Londynie, projekt „Klexploitation”.  Grany na żywo, niezwykły wizualno-muzyczny performance, w którym Votel zremiksował muzykę Korzyńskiego i fragmenty filmów z uniwersum Kleksa, był prezentowany na kilku kontynentach. Uznanie zagranicą zbiegło się w czasie z obszernym artykułem o fenomenie Korzyńskiego opublikowanym w „Polityce” przez Bartka Chacińskiego. W 2016 roku Grzegorz Brzozowicz zrealizował znakomity film dokumentalny „Zagubiony diament” poświęcony sylwetce kompozytora. Mniej więcej w tym czasie Andrzej Korzyński rozpoczął współpracę z Michałem Wilczyńskim z polskiej firmy fonograficznej GAD Records. „Gady”pomogły zarchiwizować materiał z taśm przechowywanych przez kompozytora. W kolejnych latach pod ich szyldem ukazało się kilkanaście płyt z jego muzyką, między innymi jubileuszowa płyta na 80-lecie, w planach są kolejne. Wszystkie te wydarzenia sprawiły, że nastąpił renesans muzyki Korzyńskiego i ogromny wzrost zainteresowania jego osobą. Odkrywano go na nowo, a on miał szczęście sam to obserwować. W roku 2018 nakładem wydawnictwa Agora ukazał się wywiad-rzeka pt. „Znam wszystkie wasze numery”, którego udzielił dziennikarce Marii Szabłowskiej. Z ogromnym entuzjazmem uczestniczył w spotkaniach autorskich, gościł na muzycznych i filmowych festiwalach, udzielał wywiadów, snuł wspaniałe opowieści i plany na przyszłość, które niestety przerwała choroba i śmierć w kwietniu 2022 roku.

Wiele osób podkreślało w pożegnalnych słowach, jak ważną był postacią nie tylko dla świata polskiej muzyki, ale przede wszystkim kilku pokoleń słuchaczy. Bartek Chaciński w tekście „Dorośliśmy w świecie Korzyńskiego” pisał:

(…) …być może dopiero wychowane na muzyce Korzyńskiego pokolenie polskich roczników 70. – gdy już dojrzało, spojrzało wstecz i zorientowało się, kto im umeblował muzyczną wyobraźnię – było tym przygotowanym do tego, by go naprawdę docenić.

 

Andrzej i Sylwia
Dwaj Andrzeje. Andrzej, Ewa i Sylwia
Jubileuszowa płyta, GAD Records
Michał Wilczyński GAD, Andy Votel, Andrzej Korzyński i Grzegorz Brzozowicz
Złoty Fryderyk 2023 dla Andrzeja Korzyńskiego (pośmiertnie). Statuetkę wręcza wnukom kompozytora Maria Szabłowska
Grób Andrzeja I Sylwii Korzyńskich na Powązkach Wojskowych w Warszawie

 

***************

Andrzej Korzyński był członkiem Polskiej Akademii Filmowej, a także stowarzyszeń ZAiKS i SAWP.

Za wybitne osiągnięcia na polu polskiej kultury został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz srebrnym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

W 1977 roku nagrodzono go za muzykę do filmu „Czerwone ciernie” (1977) na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku.

Był także laureatem Grand Prix Komeda 2021 za całokształt twórczości, nagrody Człowieka ze Złotym Uchem 2018 na festiwalu Sound Edit za wybitne dokonania w dziedzinie produkcji muzycznej oraz statuetki Złotego Fryderyka (2023, pośmiertnie).

Jest pochowany w Alei Zasłużonych Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Obok kompozytora spoczęła jego żona Sylwia Sokorska-Korzyńska.

Ich syn Mikołaj rozwija projekt Legend of Korzyński poświęcony pamięci Taty.

 

Tekst stworzony w oparciu o artykuł poświęcony Andrzejowi Korzyńskiemu w serwisie culture.pl autorstwa Filipa Lecha.

ANDRZEJ KORZYŃSKI

Kompozytor, aranżer, pianista i autor tekstów piosenek urodzony 2 marca 1940 roku w Warszawie, zmarł 18 kwietnia 2022 roku. Pionier polskiej muzyki elektronicznej i bigbitu, współzałożyciel Młodzieżowego Studia „Rytm”, członek grupy Arp-Life. Wybitny twórca muzyki teatralnej i filmowej, współpracował m.in. z Andrzejem Wajdą, Andrzejem Żuławskim, Sylwestrem Chęcińskim, Januszem Morgensternem, Władysławem Ślesickim, Jerzym Gruzą. „Człowiek z marmuru”, „Człowiek z żelaza”, „Akademia Pana Kleksa”, „Trzecia część nocy”, „Nie ma mocnych”, „Kochaj albo rzuć”, „Wielki Szu”, „W pustyni i w puszczy”(1973), „Na srebrnym globie”, „Opętanie”, „Tulipan”, „Janka” to tylko niektóre tytuły z długiej listy ponad 100 filmów i seriali, do których stworzył muzykę. Jest autorem wielkich przebojów Piotra Szczepanika, Czesława Niemena, Maryli Rodowicz, Ireny Jarockiej, Małgorzaty Ostrowskiej, Zdzisławy Sośnickiej, a także ponadpokoleniowych piosenek z filmów o Panu Kleksie. Twórcą postaci i piosenek Franka Kimono, w którego wcielił się Piotr Fronczewski.

Dzieciństwo i młodość
Szkolna znajomość z Andrzejem Żuławskim
Początki kariery. Radiowe Studio Rytm.
Arp-Life. Pionierzy muzyki elektronicznej
Muzyka filmowa: od Żuławskiego i Wajdy do Pana Kleksa
Życie prywatne
Ostatnie lata. Narodziny legendy

 

Andrzej Korzyński, 2021

W 1964 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Warszawie. Studiował kompozycję i dyrygenturę w klasie prof. Kazimierza Sikorskiego, którego uczniami byli m.in. Grażyna Bacewicz, Kazimierz Baird, Stefan Kisielewski, Andrzej Panufnik czy Kazimierz Serocki. Studia ukończył z wyróżnieniem. Jako swój dyplom napisał operę kameralną „Klucz” wykorzystującą różne modernistyczne techniki kompozytorskie, m.in. dodekafonię. Jednak jego życiową pasją stała się muzyka filmowa i rozrywkowa.

Dzieciństwo i młodość

Andrzej Korzyński urodził się i wychował w Warszawie. Był synem Władysława Korzyńskiego i Zofii z domu Chmieleckiej. Nie posiadał rodzeństwa.

„Jesteśmy warszawiakami, chociaż mama przyszła na świat gdzieś na wyjeździe, w 1919 roku. Była z domu Chmielecka. Miała liczną rodzinę, cztery siostry i brata. Dziadek musiał się nieźle naharować, żeby zapewnić im wszystkim w miarę dobre warunki życia. Pracował na kolei. Babcia natomiast pochodziła z zamożnej rodziny, ale ponieważ zakochała się w niezamożnym dziadku, rodzina się jej wyrzekła. (…) Moja mama była najmłodsza z rodzeństwa i miała chyba największe aspiracje artystyczne. Była przystojną blondynką. Chciała zostać śpiewaczką operową. Miała niewątpliwie talent wokalny, piękny głos, godzinami ćwiczyła koloratury, naśladując Lily Pons. Pięknie też malowała. Niestety wojna przekreśliła wszystkie jej marzenia. Obrazy spłonęły razem z mieszkaniem w czasie powstania warszawskiego, a ze śpiewem musiała dać sobie spokój. Wszystkie swoje ambicje przelała potem na mnie. Na szczęście śpiewakiem nie zostałem, bo w wyniku intensywnych ćwiczeń zdarłem sobie głos w wieku pięciu lat.”
(„Znam wszystkie wasze numery”, rozmowa z Marią Szabłowską, Agora, 2018)

Sięgnięcie do biografii kompozytora pt. „Znam wszystkie wasze numery” daje nam odpowiedź na pytanie o „źródła Korzyńskiego”. Najwyraźniej ciągoty artystyczne były w rodzinie jego matki normą:

„Często się zastanawiałem, skąd wzięła się moja pasja do muzyki… Pewnie mam ją częściowo po mamie, (…) jedna z ciotek – Irena – została artystką variete, (…) ostatnio jednak dochodzę do wniosku, że najważniejszą rolę odegrały geny dziadka ze strony mamy. On w wolnych chwilach dla odprężenia grał na instrumentach, które sam z zapałem zbierał i restaurował. Był takim multiinstrumentalistą amatorem.”

Warto też wspomnieć o niezwykłych zamiłowaniach kilkuletniego Andrzeja, które objawiły się jeszcze podczas okupacji:

„Pchałem się do występów czasami już po godzinie policyjnej, a jak było zaciemnienie, potrafiłem wejść na balkon, Warszawa spowita w ciemnościach, słychać tylko podkute buty esesmanów, a ja śpiewam. Matka osiwiała wtedy, powiedziała, że jeżeli moje występy się nie skończą, to będę zamykany na klucz”

W czasie okupacji Korzyńscy mieszkali przy ulicy Mariańskiej, po wojnie wprowadzili się do kamienicy przy ulicy Poznańskiej 14.

Władysław pracował w Zjednoczeniu, Zofia zajmowała się domem i edukacją muzyczną Andrzeja. W dużej mierze to właśnie uporowi i determinacji matki przyszły kompozytor zawdzięcza pójście w tym kierunku. Początki nauki gry na fortepianie były nieco rozczarowujące. Zwłaszcza, że pierwsza nauczycielka starała się zdusić w chłopcu jego zamiłowanie do improwizacji. Zofia nie dawała jednak za wygraną, niestrudzenie szukała nowych kontaktów i wyzwań dla syna.

Traf chce, że stałym gościem w pobliskiej kawiarni jest wybitny pianista Władysław Kędra. Zgadza się udzielić chłopcu kilku porad. Gdy słyszy, jak ten wykonuje jeden z nauczonych wcześniej utworów, kręci nosem. Ożywia się, dopiero gdy Andrzej zaczyna grać własną kompozycję. Trudno nie zauważyć, że chłopiec dysponuje sporą wyobraźnią muzyczną i zmysłem melodycznym. Musi jednak grać „po swojemu” – pisze Mateusz Witkowski we wspominkowym artykule „Akcja i liryzm” w Dwutygodniku.

Wielkim wydarzeniem w życiu rodziny Korzyńskich był moment, kiedy w mieszkaniu przy Poznańskiej pojawił się prawdziwy fortepian. Jego fundatorem był mieszkający w Argentynie, brat ojca, Roman, uczestnik Bitwy o Anglię, członek dywizjonu bombowego 301, który po wojnie wybrał emigrację. Dolary ukryte w przesłanej z zagranicy paczce umożliwiły zakup cennego instrumentu.

Andrzej Korzyński przy różnych rodzinnych okazjach wspominał, że jego pierwszą samodzielną, zapisaną w nutach kompozycją był utwór pod tytułem „Górski strumyk”. Niestety nie zachował się w rodzinnym archiwum.

Szkolna znajomość z Andrzejem Żuławskim

W szkole podstawowej Andrzej Korzyński poznał Andrzeja Żuławskiego. Ta znajomość zaważyła na całym jego późniejszym, nie tylko artystycznym, życiu. Dzięki Żuławskiemu zaczął pisać muzykę filmową, poznał przyszłą żonę Sylwię, wyjechał do Paryża, aby pracować dla wytwórni Century Fox.

Tak Korzyński wspominał moment pierwszego spotkania z Żuławskim:
„Do piątej klasy szkoły podstawowej przyprowadziła go matka. Był mizerny. Żuławscy właśnie wrócili z Czechosłowacji, gdzie jego ojciec – pisarz Mirosław Żuławski – pracował w ambasadzie. Byłem wtedy krnąbrny, siedziałem w oślej ławce. Tylko obok mnie było wolne miejsce. Posadzono na nim Andrzeja, zaprzyjaźniliśmy się. Ja już nieźle grałem na fortepianie, chodziłem równolegle do szkoły muzycznej. Andrzejowi to trochę imponowało. Przeszliśmy razem przez podstawówkę i warszawskie Liceum Towarzystwa Przyjaciół Dzieci imienia J. Dąbrowskiego. Dostawały się tam głównie dzieci wysokich urzędników państwowych. Nie wiem, jak matka zdołała mnie wcisnąć.”

Kumple z podstawówki wspólnie stworzą aż 10 filmów, w tym słynne „Opętanie” („Possession”, 1981) z Isabelle Adjani i Samem Neal’em w rolach głównych. Andrzej Żuławski poleci także kompozytora reżyserowi Andrzejowi Wajdzie.

Początki kariery. Radiowe Studio Rytm.

Jeszcze w trakcie studiów akompaniował kabaretowi Manekin, grupie aktorów związanych z teatrem STS. W 1963 roku wraz z Andrzejem Żuławskim, wybrał się na wycieczkę do Paryża. Poznał tam wiele trudno dostępnych w PRL nagrań, m.in. płyty Raya Charlesa, które zmieniły jego pojmowanie muzyki nie mniej niż osiągnięcia XX-wiecznej kompozycji awangardowej, z którą zapoznawał się na studiach w warszawskiej uczelni. Rok później założył swój pierwszy zespół, Ricercar 64. Jak możemy przeczytać w Cyfrowej Bibliotece Polskiej Piosenki:

Dziwny był to twór. Łączył stylistykę muzyki poważnej z synkopowanymi rytmami. Utwory brzmiały, jakby były granymi na klawesynie preludiami, ale w big beatowym stylu.

Andrzej Korzyński z polecenia Ludwika Kurkiewicza, wykładowcy PWSM, został szefem radiowego „Studenckiego Magazynu Muzycznego”, programu promującego młode gwiazdy piosenki. W ten sposób nawiązał wiele kontaktów, m.in. z Piotrem Szczepanikiem – wykonawcą pierwszego prawdziwego hitu kompozytora. Mowa o napisanych w 1964 roku, a wykonanych rok później „Żółtych kalendarzach”. Kompozytor był trzykrotnym laureatem plebiscytu na Radiową Piosenkę Roku w latach 1965 („Żółte kalendarze”), 1966 („Kochać”) i 1974 („Motylem jestem”).

Andrzej Korzyński i Mateusz Święcicki. Poniżej Roman Waschko, Czesław Niemen i Andrzej Korzyński

We wrześniu 1965 roku na antenie Polskiego Radia Andrzej Korzyński zapowiadał: Studio Młodzieżowe „Rytm” rozpoczyna swoją działalność w I Programie Polskiego Radia w godzinach 16:10 – 16:35 już od 1 października (…) Program Studia jest przeznaczony głównie dla młodzieży, będą to 25-minutowe audycje, w których wszyscy znajdą swoich ulubieńców, zespoły młodzieżowe, ulubione piosenki.
Programy Studia „Rytm” nadawano od 1965 roku do 1973 roku, od poniedziałku do piątku. Ostatnią audycję Młodzieżowego Studia „Rytm” nadano 28 lutego 1973 roku. We wtorki i czwartki prezentowano nowości nagrane w Studiu „Rytm”. W piątki wykonawcy i kompozytorzy bigbitu prezentowali swoje muzyczne fascynacje. W środy Roman Waschko, pierwszy prezes Polskiej Federacji Jazzowej, opowiadał o rythm and bluesie i tzw. jazzie łatwiejszym, pozbawionym wpływu modern jazzu i trzeciego nurtu. W audycjach „Rytmu” debiutowało wielu dziennikarzy kształtujących w kolejnych latach oblicze polskiej radiofonii, m.in. Maria Szabłowska, Piotr Kaczkowski i Andrzej Turski. Niespełna półgodzinne pasmo radiowe było niezwykle popularne nie tylko ze względu na nowości muzyczne, które można było tam usłyszeć, ale również z uwagi na swobodny styl spikerskich zapowiedzi, który różnił się od ówczesnych standardów radiowych.

Jego twórcy – Andrzej Korzyński, Mateusz Święcicki i dziennikarz Witold Pograniczny – jako pierwsi udostępnili antenę Programu Pierwszego oraz studio nagraniowe Polskiego Radia młodym muzykom wykonującym bigbit. Nagrywano tam piosenki wszystkich wschodzących gwiazd: Marka Grechuty, Czesława Niemena, Czerwonych Gitar, Breakoutu, Trubadurów, Stana Borysa, Sióstr Panas, Amazonek, Wojciecha Gąssowskiego i innych. Studio dysponowało legendarnym zespołem Tajfuny, który występował w podstawowym składzie: gitara elektryczna, organy elektryczne, chórek, orkiestra smyczkowa i towarzyszące im gwiazdy estrady. Później zespół przerodził się w Orkiestrę Studia Rytm. Podczas ośmiu lat działalności Studia nagrano ponad tysiąc trzysta piosenek.

Arp-Life. Pionierzy muzyki elektronicznej

 Dekadę później Korzyński działał w elektronicznym zespole studyjnym Arp-Life, ansamblu nagrywającym muzykę ilustracyjną, tzw. lounge music, który łączył w sobie muzykę disco, funk z elementami improwizacji. Zespół założony został przez klawiszowca Mateusza Święcickiego i Ryszarda Szumlicza, grającego na perkusji; bliskimi współpracownikami byli kompozytorzy Andrzej Korzyński i Maciej Śniegocki. Był to jeden z pierwszych polskich zespołów, w których używano keyboardu. Muzycy zajmowali się przede wszystkim tworzeniem muzyki na potrzeby teatru, filmu i telewizji. Utwory Arp-Life autorstwa Andrzeja Korzyńskiego możemy odnaleźć w filmach i serialach, do których pisał muzykę. To przede wszystkim słynny „Baby Bump” w scenie otwierającej „Człowieka z marmuru”, niemal cała ścieżka „Zielonej miłości” czy pojedyncze numery w czwartej serii serialu „07 zgłoś się” (odcinki 15-18).

Muzyka filmowa: od Żuławskiego i Wajdy do pana Kleksa

W 1967 roku zadebiutował jako kompozytor filmowy pisząc muzykę do „Pieśni triumfującej miłości” i „Pavoncello” – debiutanckich produkcji swojego przyjaciela ze szkoły podstawowej  Andrzeja Żuławskiego. Już w ich pierwszej wspólnej produkcji możemy usłyszeć brzmienia typowe dla muzyki filmowej Korzyńskiego – mocne rockowe riffy, funkowe partie basu, polirytmiczne bębny. W innych fragmentach nawiązywał do rytmów tańców, tanga i walca. Były to dźwięki zupełnie nowatorskie w polskiej muzyce filmowej, budzące zainteresowanie także wśród zagranicznej widowni. Muzyka Korzyńskiego w ciekawy sposób korespondowała z kompozycjami włoskich kompozytorów tworzących na przełomie lat 60. i 70., takich jak Ennio Morricone, Fabio Frizzi, Claudio Simonetti i inni. W „Trzeciej części nocy” Żuławski poprosił go, żeby stworzył coś, co będzie przypominało brzmienie muzyki z filmów Akiry Kurosawy, odgłosy tybetańskich trombitów. Korzyński opowiadał w wywiadzie opublikowanym w „Estradzie i Studiu”:

Przy tym filmie zależało mu, aby muzyka miała wymiar szalenie ekspresyjny, nawet religijny, a żeby osiągnąć taki efekt całość musiała być w niskich rejestrach i oparta na długich brzmieniach. Wzięliśmy więc jeszcze dwóch gości i we czterech śpiewaliśmy jeden dźwięk. Później puściliśmy to dwa razy wolniej i zabrzmiało jak pomruk tybetańskich mnichów – powstała muzyka, która bardzo mu się spodobała. Myślę, że Andrzej współpracował ze mną tak długo, bo ja mu właśnie wymyślałem takie różne patenty a on za wszelką cenę chciał zaskakiwać. Miał na tym punkcie hopla.

Kompozytor współpracował z Żuławskim także przy dziesięciu innych filmach, m.in. „Diable”, „Na srebrnym globie”, „Opętaniu”, „Szamance” i „Kosmosie”. Napisał również muzykę do „Mowy ptaków”, filmu wyreżyserowanego w 2019 roku przez Xawerego Żuławskiego na podstawie scenariusza jego zmarłego ojca.

Kolejnym twórcą, który charakter swoich filmów zawdzięcza do pewnego stopnia muzyce Andrzeja Korzyńskiego, był Andrzej Wajda – współpracowali przy sześciu filmach. W dedykacji na francuskiej płycie winylowej z muzyką do „Człowieka z żelaza” Wajda napisał: „Andrzejowi Korzyńskiemu, którego muzyka przynosi moim filmom sukces”.

Korzyński skomponował także muzykę do „Akademii Pana Kleksa”, „Podróży Pana Kleksa” i „Pana Kleksa w kosmosie” w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego. Filmy odniosły w Polsce zawrotny sukces. Na piosenkach z tego musicalowego tryptyku wychowało się już kilka pokoleń polskich dzieci.

Muzykę Korzyńskiego usłyszymy w dziełach innych wspaniałych polskich filmowców, m.in. Jana Rybkowskiego („Wniebowstąpienie”), Edwarda Żebrowskiego („Ocalenie”), Janusza Morgensterna („S.O.S.”), Jerzego Gruzy („Pierścień i róża”), Sylwestra Chęcińskiego („Nie ma mocnych”, „Wielki Szu”), Władysława Ślesickiego („W pustyni i w puszczy”), Janusza Nasfetera („Motyle”), Stanisława Jędryki („Do góry nogami”) .

Andrzej Korzyński działał także za granicą. W 1969 roku wyjechał do Francji na kontrakt z wytwórnią 20th Century Fox, dla której pisał muzykę do obrazu „Le Grabuge”. Niestety dystrybucję filmu zablokował spór sądowy reżysera z wytwórnią. Rok później Korzyński był już we Włoszech. Pracował w Rzymie dla Warner Bros. nad oprawą muzyczną do filmu „Germania 7 donne a testa” w reżyserii Paolo Cavalliny i Stanisa Nievo. Obie ścieżki dźwiękowe ukazały się niedawno na zbiorczej płycie „In the land of golden taps”. (GAD Records, 2025)

W 1973 roku kompozytor podpisał umowę na udźwiękowienie 15 filmów z DEFA Studio, państwową wytwórnią filmową w NRD, w Poczdamie – Babelsbergu. Szybko stał się ulubionym kompozytorem Celino Bleiweissa. Po ucieczce tego reżysera z NRD na zachód, kontynuowali współpracę dla zachodnioniemieckich wytwórni, między innymi BAWARIA Studio i FILM POOL. To okres, kiedy Korzyński tworzy muzykę dla popularnych seriali telewizyjnych w SAT1 („Anna Maria”, „Bergdoktor”).

Życie prywatne

Żoną Andrzeja Korzyńskiego była Sylwia Sokorska-Korzyńska, córka ówczesnego prezesa Radia i Telewizji Włodzimierza Sokorskiego. Można powiedzieć, że pochodziła z tzw. wyższych sfer.

Poznali się na wakacjach:

„Było gorące lato, nad morzem, niedaleko Międzyzdrojów, gdzie spędzałyśmy wakacje, a obok, na plaży, dwóch Andrzejów (Żuławski i Korzyński) zabawiało się polowaniem na ryby przy pomocy przywiezionej z Francji kuszy wodnej, wzbudzając tym niemałą sensację. Sylwia chodziła uczesana w dwa kucyki nad uszami i nosiła czerwone bluzki. Któregoś dnia podeszło dwóch 18-latków i zaprosiło Sylwię na pieczenie ryby nad ogniskiem. Nie speszona odpowiedziała: przyjdę z siostrą. Już pierwszego wieczoru dwóch Andrzejów zaczęło ją nazywać Wisienką. I tak zaczęła się znajomość Sylwii z jej przyszłym partnerem, mężem i przyjacielem, Andrzejem Korzyńskim, która trwała 64 lata”.
(ze wspomnień Ewy Kamińskiej, siostry Sylwii)

Andrzej, Ewa i Sylwia.

Relację z tego spotkania zdaje również Andrzej Korzyński w autobiografii:
„Następny przystanek zrobiliśmy w Grodnie koło Międzyzdrojów, gdzie spędzali wakacje rodzice Andrzeja (Żuławskiego – dopisek). Przespaliśmy się u nich, wstałem rano, wyszedłem przed namiot, patrzę, a naprzeciwko na huśtawce buja się jakaś piękna dziewczyna. Szczupła, wysoka, długie piękne włosy. Sparaliżowało mnie. Tak bardzo, że z tą dziewczyną jestem do dzisiaj”.

Andrzeje: Korzyński i Żuławski

Ewa: „Przez parę pierwszych lat Andrzej wpadał do Sylwii i siadał przy fortepianie. Grał, a ona siedząc, na wyleniałym tapczanie obok, z podkulonymi nogami odrabiała pilnie lekcje, a przy stole siedziała starsza siostra, która trzymając nos w książce, słuchała grania przyszłego kompozytora. Za to Andrzej brał starszą siostrę do kina, bo Sylwia była jeszcze zbyt młoda”.
Andrzej Korzyński: „Zaczęliśmy się spotykać kilka lat później. Przez dwa, trzy lata, chodziliśmy do kina, do opery. Gdy dostałem stypendium w Paryżu, zaproponowałem, żeby pojechała ze mną. Miała wielu adoratorów. Może ująłem ją tym, że na imprezach grałem na fortepianie ragtime’y, nawet kolędy na nie przerabiałem”.

Andrzej Korzyński i Sylwia Sokorska-Korzyńska wzięli ślub w 1965 roku.

W 1973 roku przyszedł na świat ich jedyny syn Mikołaj. W 2002 zostali dziadkami Leona, a w 2007 urodził się kolejny wnuk Gustaw.

Poza muzyką Andrzej Korzyński kochał podróże, kino, dobre wino i niespodziewane kolacyjki w gronie przyjaciół. Przez pewien okres namiętnie palił cygara. Dużo się śmiał. Uwielbiał magiczne sztuczki, którymi zabawiał dzieci i dorosłych. Miał też słabość do przeróżnych gadżetów, które przywoził z licznych zagranicznych podróży.

Ostatnie lata. Narodziny legendy

Przez wiele lat twórczość Andrzeja Korzyńskiego znana była głównie melomanom pasjonującym się muzyką filmową i znawcom filmu. Z kolei zawrotna popularność piosenek z Akademii Pana Kleksa czy przebojów Franka Kimono nie szła w parze ze świadomością odbiorców, kto jest ojcem tych spektakularnych sukcesów.

Zmieniło się to w 2012 roku, kiedy jego kompozycje zostały przypomniane przez cenioną brytyjską wytwórnię płytową Finders Keepers Records, która poświęciła jego twórczość cztery płyty winylowe. Andy Votel, właściciel wytwórni, kurator sztuki i DJ, mający na swoim koncie współpracę z Mos Def, Erykah Badu i Timbalandem, poszedł krok dalej w swojej fascynacji muzyką Korzyńskiego, tworząc we współpracy z Barbican i Instytutem Kultury Polskiej w Londynie, projekt „Klexploitation”.  Grany na żywo, niezwykły wizualno-muzyczny performance, w którym Votel zremiksował muzykę Korzyńskiego i fragmenty filmów z uniwersum Kleksa, był prezentowany na kilku kontynentach. Uznanie zagranicą zbiegło się w czasie z obszernym artykułem o fenomenie Korzyńskiego opublikowanym w „Polityce” przez Bartka Chacińskiego. W 2016 roku Grzegorz Brzozowicz zrealizował znakomity film dokumentalny „Zagubiony diament” poświęcony sylwetce kompozytora. Mniej więcej w tym czasie Andrzej Korzyński rozpoczął współpracę z Michałem Wilczyńskim z polskiej firmy fonograficznej GAD Records. „Gady”pomogły zarchiwizować materiał z taśm przechowywanych przez kompozytora.

Główni „architekci” renesansu twórczości Korzyńskiego. Od lewej: Michał Wilczyński, Andy Votel, Andrzej Korzyński i Grzegorz Brzozowicz. 

W kolejnych latach pod ich szyldem ukazało się kilkanaście płyt z jego muzyką, między innymi jubileuszowa płyta na 80-lecie, w planach są kolejne. Wszystkie te wydarzenia sprawiły, że nastąpił renesans muzyki Korzyńskiego i ogromny wzrost zainteresowania jego osobą. Odkrywano go na nowo, a on miał szczęście sam to obserwować. W roku 2018 nakładem wydawnictwa Agora ukazał się wywiad-rzeka pt. „Znam wszystkie wasze numery”, którego udzielił dziennikarce Marii Szabłowskiej. Z ogromnym entuzjazmem uczestniczył w spotkaniach autorskich, gościł na muzycznych i filmowych festiwalach, udzielał wywiadów, snuł wspaniałe opowieści i plany na przyszłość, które niestety przerwała choroba i śmierć w kwietniu 2022 roku.

Wiele osób podkreślało w pożegnalnych słowach, jak ważną był postacią nie tylko dla świata polskiej muzyki, ale przede wszystkim kilku pokoleń słuchaczy. Bartek Chaciński w tekście „Dorośliśmy w świecie Korzyńskiego” pisał:

(…) …być może dopiero wychowane na muzyce Korzyńskiego pokolenie polskich roczników 70. – gdy już dojrzało, spojrzało wstecz i zorientowało się, kto im umeblował muzyczną wyobraźnię – było tym przygotowanym do tego, by go naprawdę docenić.

Złoty Fryderyk przyznany pośmiertnie w 2023 roku. Nagrodę z rąk dziennikarki Marii Szabłowskiej odbierają wnukowie Andrzeja.

*******************

Grób Andrzeja I Sylwii Korzyńskich na Powązkach Wojskowych w Warszawie

Andrzej Korzyński był członkiem Polskiej Akademii Filmowej, a także stowarzyszeń ZAiKS i SAWP.

Za wybitne osiągnięcia na polu polskiej kultury został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz srebrnym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

W 1977 roku nagrodzono go za muzykę do filmu „Czerwone ciernie” (1977) na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku.

Był także laureatem Grand Prix Komeda 2021 za całokształt twórczości, nagrody Człowieka ze Złotym Uchem 2018 na festiwalu Sound Edit za wybitne dokonania w dziedzinie produkcji muzycznej oraz statuetki Złotego Fryderyka (2023, pośmiertnie).

Jest pochowany w Alei Zasłużonych Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie (kwatera F V-Aleja Zasłużonych-13). Obok kompozytora spoczęła jego żona Sylwia Sokorska-Korzyńska.

Ich syn Mikołaj rozwija projekt Legend of Korzyński poświęcony pamięci Taty.

 

Tekst stworzony w oparciu o artykuł poświęcony Andrzejowi Korzyńskiemu w serwisie culture.pl autorstwa Filipa Lecha.